polisolokata

Jeszcze kilkanaście lat temu tzw. polisolokaty były powszechnie przedstawiane i postrzegane jako instrument o charakterze quasi-depozytowym, mający łączyć cechy lokaty bankowej z elementem ochronnym właściwym umowie ubezpieczenia na życie. W realiach rynkowych po akcesji Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej w dniu 1 maja 2004 r. doszło do gwałtownego wzrostu zainteresowania tego rodzaju produktami. W miarę upływu czasu ujawniły się jednak cechy, które pozwalają kwalifikować polisolokaty jako przykład produktu finansowego o podwyższonym stopniu ryzyka oraz potencjalnie nieadekwatnego do potrzeb i profilu przeciętnego konsumenta.

Ukryte pułapki – jak polisolokaty rujnowały oszczędności

Mechanizm działania polisolokaty krył w sobie liczne haczyki, które poważnie szkodziły klientom. W istocie była to polisa na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK) – tylko niewielka część składki zapewniała ochronę ubezpieczeniową, a reszta była inwestowana w wybrane fundusze. Sprzedawcy – często bankowi doradcy – przedstawiali te produkty jako pewną lokatę z wyższym zyskiem, nie informując jasno o związanym z nimi ryzyku inwestycyjnym. Największym problemem okazały się jednak ukryte opłaty i prowizje.

Umowy były skonstruowane tak, że przy przedwczesnym wycofaniu się klienta towarzystwo potrącało tzw. opłatę likwidacyjną sięgającą od kilkudziesięciu do nawet 100% zainwestowanych środków. Innymi słowy, rezygnacja z polisolokaty w pierwszych latach trwania umowy mogła skutkować utratą całości wpłaconych pieniędzy. Co więcej, były to produkty długoterminowe – często wymagające regularnych wpłat przez 10–15 lat lub dłużej – a pominięcie kilku składek powodowało rozwiązanie umowy na niekorzyść klienta. W efekcie wiele osób dopiero po fakcie odkrywało, że inwestycja życia stała się studnią bez dna, pochłaniającą oszczędności poprzez sprytnie ukryte opłaty i warunki.

Regulacyjny renesans – koniec samowoli ubezpieczycieli

Skala problemu sprawiła, że pod koniec minionej dekady do akcji wkroczyły organy regulacyjne i wymiar sprawiedliwości. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) już w 2014 r. wszczął postępowania przeciw 17 towarzystwom ubezpieczeniowym, zarzucając im nieuczciwe praktyki – przede wszystkim przerzucanie na klientów wygórowanych kosztów poprzez opłaty likwidacyjne. Pod presją UOKiK większość firm zobowiązała się do radykalnych zmian. Od końca 2015 r. zaczęto obniżać lub całkowicie znosić opłaty likwidacyjne w istniejących umowach oraz eliminować je z nowych polis.

Równolegle zapadły pierwsze wyroki sądowe stwierdzające abuzywność (niedozwolony charakter) takich klauzul, a UOKiK nałożył kary finansowe na banki i ubezpieczycieli – łącznie ponad 50 mln zł. Kulminacją było wejście w życie nowych przepisów. Ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej z 2016 r. wymusiła na branży kolejne zmiany: m.in. ograniczenie wysokości opłat, obowiązek badania potrzeb i sytuacji klienta przed zawarciem umowy oraz poprawę transparentności informacji. Co istotne, klientom nowych polis z UFK przyznano prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 60 dni od otrzymania pierwszej rocznej informacji o stanie polisy – w takim przypadku towarzystwo może potrącić najwyżej 4% wpłaconych składek.

Nowe polisy z UFK – zmiany na korzyść klienta

Dziś produkty ubezpieczeniowo-inwestycyjne w rodzaju polisy z funduszem kapitałowym funkcjonują już na zupełnie innych zasadach. Towarzystwa ubezpieczeniowe uprościły ofertę i dostosowały ją do nowych wymogów, kładąc nacisk na przejrzystość i korzyść klienta Standardem stało się rezygnowanie z opłat za wcześniejsze zerwanie umowy albo ograniczenie ich do symbolicznych kilku procent. Obecnie oferowane polisy z UFK często w ogóle nie mają opłaty likwidacyjnej, a jeśli występuje, to maksymalnie na poziomie ~4%.

Nowa generacja umów daje też większą elastyczność – minimalne okresy ubezpieczenia są krótsze (nierzadko 5–10 lat zamiast kilkunastu czy kilkudziesięciu), a klient ma możliwość zawierania kontraktów nawet na kilka lat. Ponadto wzrósł udział elementu ochronnego: firmy zaczęły oferować więcej czystych polis ochronnych lub hybryd z niewielkim komponentem inwestycyjnym, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom ostrożniejszych konsumentów. Zmienił się także proces sprzedaży – zanim klient podpisze umowę, musi zostać przeprowadzona analiza jego potrzeb, wiedzy i doświadczenia finansowego, a wszystkie informacje o produkcie muszą być przekazane na trwałym nośniku (np. w formie papierowej).

Bezpieczniej, ale nie bez ryzyka – nowa era ubezpieczeń inwestycyjnych

Czy zatem możemy ogłosić koniec ery toksycznych produktów finansowych? W dużej mierze tak – najbardziej nieuczciwe praktyki zostały wyeliminowane, a polisolokaty w swojej oryginalnej, formie przeszły do historii. Wprowadzone regulacje znacząco poprawiły sytuację konsumentów: współczesny nabywca polisy z funduszem kapitałowym nie ryzykuje już, że utraci całe oszczędności tylko dlatego, że zrezygnuje z umowy przed terminem. Nowa era ubezpieczeń z funduszem kapitałowym to zatem czas większej równowagi i ochrony klienta, ale też lekcja ostrożności wyniesiona z afery polisolokat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here